Nie wiem jak to się stało, ale dla mnie osobiście Krokus to jeden z nieśmiertelnych i nie nudzących tematów. Przedstawiam kilka galerii poświęconych krokusom i napiszę przy okazji parę słów o mojej fotografii. W końcu ogłosiłem Festiwal Krokusów, warto więc go podsumować 🙂

W aparacie mam ustawiony domyślnie format 16×9 oraz tryb zapisu RAW. RAW w skrucie to taka klisza, bezstratny zapis danych, idealny format do późniejszej obróbki, kolorystyki, balansu bieli, nasycenia ekspozycji czy formatu. Wracając do tematu.. 16×9 to idealne proporcje do wyświetlania fotografii przede wszystkim na TV. Zawsze po obróbce zdjęć zgrywam je na pendriva i przeglądam na telewizorze abyocenić czy foto nadaje się do publikacji i ewentualnego druku. Aktualnie większość z nas przegląda zdjęcia w biegu, na szybko, na telefonie. Kto ma czas na przegranie zdjęć i wyświetlenie na TV? Warto jednak to zrobić – gorąco polecam. 16×9 to też idealny format do wydruku ksiazki panoramicznej. Ja drukuję takie w Cewe. Świetna sprawa. Gdy nie chce mi się zgrywać zdjęć na pendriva , ładuję je na googla, uruchamiam chrmocasta i zdjęcia lecą sobie w tle.

Tak krokusy wyglądają w tym formacie

Na telefonach i smartfonach idealnie prezentują się zdjęcia w orientacji pionowej. Rzadko je robię choć przyznam, że przy skrolowaniu na smartfonie wygldają całkiem przyjemnie.

Format panoramiczny 16×9 daje dość szeroki ogląd kadru. Gdy odrobinę „spłaszczymy” obraz od góry i dołu uzyskamy wersję ultrapanoramiczną widoczną poniżej. Takie panoramy , szczególnie krajobrazu wykonuje sie poprzez łączenie kilku kadrów aby jak najwięcej ująć na zdjęciu, ja wykombinowałem to w taki sposób i wygląda imponująco.

Na tych fotografiach zwykle dużo sie dzieje. Zminimalizujmy jednak to, wyrównajmy krawędzie do proporcji 1×1, dodajmy szerszą ramkę, skróćmy perspektywę a uzyskamy minimalistyczny kwadratowy ogląd sytuacji.

Więcej kwadratów? Kliknij przycisk

Zdecydowana większość zdjęć wykonana była teleobiektywem ( ja używam ogniskowych 70-300) . Mrówczą (albo żabią) perspektywę uzyskałem z obiektywu ultraszerokokątnego 16-35, aparat praktycznie leżał na ziemi kilka centymetrów od obiektu. Nie mam niestety obiektywu makro. Ale jak kiedyś wpadnie w moje ręce w okolicach kwietnia galeria na pewno się wzbogaci.

Po co to wszystko piszę? Po co wysyłam zdjęcia na FB? Spotkałem się z różnymi opiniami, bo chcę się pochwalić, może mam za dużo czasu, chce pokazać gdzie to nie byłem. Bardzo różnie. Wyobrażenia w naszej głowie podsuwają wiele interpretacji. Pojawiły się również słowa w których ktoś napisał/powiedział, tak po prostu… „dziękuję, że się dzielisz” I to jest w sumie słowo klucz.

Ten fotoblog istnieje od ok 10ciu lat.Robię to po to aby się z Tobą podzielić moją pasją moimi wrażeniami. moim postrzeganiem świata. Oczywiście robię zdjęcia przede wszystkim dla siebie i rodziny. Skoro jednak już są dzielę sie wrażeniami dalej? Serwery od natłoku ruchu mi się nie zablokują;-)

Ostatnio wiele razy usłyszałem o tendencji Slow w różnym kontekście…. Fotografowanie krokusa to taki mój sposób na SlowLife, na SlowFoto. Jeden motyw, jeden kwiatek a tyle możliwości prezentacji, tyle opcji. Ach….

Podróż i spacery z aparatem uwrażliwiają. Na prezentowanych zdjęciach nie znajdziesz mnie na tle Giewontu, Forum Romanum, na plaży, z lewego czy prawego profilu i dziubkiem na twarzy.. Oczywiście robię zdjęcia sobie i rodzinie. To normalne. Zauważam jednak, że gdy odrobinę zwolnię i nie pstrykam zdjęć w amoku, w biegu, widzę inne rzeczy, więcej szczegółów. Może to efekt medytacji, potrzeba zwolnienia, odskocznia od pracy i problemów zawodowych, może dzieci już dorosły, może też po to aby wyłączyć procesor w głowie, bo ileż można działać na maxa? Może wiek? Hmm…. pewnie wszystkiego po trochu.

To oczywiście indywidualna forma i moje własne przemyślenia. Aktualnie żyjemy w biegu i często nieświadomie wchodzimy w ten wir nadawany przez otoczenie. Szybki weekend, wycieczka na wczoraj, objazdówka z tysiącem atrakcji bo życie ucieka, bo trzeba podnieś poziom adrenaliny, mieć temat do rozmów albo bardziej wyścigu w wywalaniu z siebie informacji gdzie to mnie nie było. Byle dalej, byle więcej…. Oczywiście nie kwestionuję tego . Wszystko wg gustu. Robiłem tak często. Uświadomiłem sobie jednak że to nie moja droga. Że można inaczej.

Gdy byłem z żoną na wycieczce w Sewilli skrolowałem insta w poszukiwaniu atrakcji . Natrafiłem na ciekawy profil i napisałem do autorki. Okazało się , że mieszka w Madrycie i bedzie w Sevilli w tym samym czasie co my. W całym wirze zwiedzania umówiliśmy się z nią na kawę na dachu jakiejś restauracji z widokiem na katedrę. Znaleźliśmy czas na SlowCoffe. Taki czas można również znaleźć bez wyjeżdżania – wystarczy tylko sie umówić 🙂

Jakiś czas temu spędziłem kilka dni w Walencji. Jest tam miasteczko nauki (zobacz tutaj). Byłem tam chyba 5 razy; rano, wieczorem, przy okazji czegoś tam, w nocy etc. Za każdym razem widziałem coś fantastycznego. Mogłem sobie na to pozwolić. Mogłem też być tam w przelocie przez godzinę albo dwie… ale spędziłem ten czas inaczej. Chłonąłem……

Tak oto chodzę sobie a aparatem od czasu do czasu. Sam albo z żoną, wcześniej też z dziećmi (bo już dorosły) Siadam potem przy Lightroomie i Phoptoshopie i przedłużam wrażenia z wycieczki. Często przez kilkanaście godzin obrabiam zdjęcia, przygotowuję kalendarz lub fotoksiążkę, oglądam zdjęcia na TV, wysyłam znajmomy , na FB. Jest cool. Lubię to. Lubię szybkie wycieczki ale uwielbiam, UWIELBIAM SlowFoto. Lubię eksperymentować z formatem i treścią i …. dzielę się tym z Tobą. Enjoj!