Kilka dni temu przeglądając internet natrafiłem na muzykę grupy Cztery Pory Miłowania. Wczoraj jadąc do pracy przesłuchałem kilkanaście ich utworów, a to spowodowało wyzwolenie ciągu wspomnień i skojarzeń z dawnych, bardzo dawnych czasów.

W latach 1985-1990 istniały takie cuda jak internaty, a ściślej rzecz biorąc bursy.

Wprowadzę młodszych czytelników w nastrój, jeśli w ogóle tacy tu dotarli…

Otóż po skończeniu szkoły podstawowej, rozpoczęcie nauki w innym mieście wiązało się z zamieszkaniem w bursach lub internatach (odpowiedniki akademików). Wyjeżdżało się z domui i trzeba było sobie jakoś radzić;-) Zakwaterowywali cię na najbliższe 5 lat w pokoju, bez łazienki;-) z 3ma nieznanymi ci facetami no i bujaj się.

To był czas kiedy nie było internetu, do domu dzwoniło się z poczty lub budki telefonicznej. Czas kiedy do pani kucharki trzeba było się uśmiechnąć, aby dała ci dwa ziemniaki do obiadu więcej, a masła na śniadanie wystarczało na jedną kromkę a smarowało się nim kromek pięć. Z domu przywoziliśmy się konserwy, bo zupek chińskich też nie było, chipsów nie był ale były bary mleczne.

Czas ten był bardzo kreatywny, funkcjonowała wtedy fala podobnie jak w wojsku, wyjście do miasta po 17tej graniczyło z cudem, bo potrzebna była specjalna przepustka. Czas kiedy pierwszy rocznik szukał każdej okazji aby jechać do domu na obiadek i pranie a starsze roczniki szukały okazji aby nie jechać do domu i zostać z kolegami na weekend. Mamie mówiło się wtedy, że się szykuje klasówka i trzeba się uczyć

Czas wolności 🙂

O szkole, zajęciach i pani profesor od chemii, matematyki czy elektrotechniki pisać nie będę, gdyż to inna bajka, na specjalną okazję. Bajka grozy, o której ci wtajemniczeni, uczniowie Techniku Elektrycznego doskonale wiedzą.To co się działo np. przy rozwiązywaniu obwodów elektrycznych był niebywałe… Celowo zostawię niedopowiedzenie:-)

Wtedy też w internacie (nie mylić z internetem 🙂 ), zaczęły nawiązywać się znajomości i przyjaźnie trwające do dziś.

Te 5 lat to również moja osobista przygoda z jogą, tańcem i gitarą. Taniec towarzyski to było coś normalnego, a jakie skojarzenia wyzwalała za to joga …

Na tej focie miałem mniej więcej 19 lat. Jeszcze kilka lat temu stawałem na głowie, dziś już tego nie robię, robię za to inne rzeczy jak ten tekst dla przykładu 😉

I tak słuchając grupy CPM (Cztery Pory Miłowania) przypomniał mi się również epizod, kiedy to siadaliśmy w pokojach z gitarami i graliśmy do zajechania utwory Starego Dobrego Małżeństwa, Kaczmarskiego, Zembatego, słuchaliśmy na kaseciakach Smolenia, Laskowika (tacy tamtejsi standuperzy) Śpiewniki kupowało się w Składnicach Harcerskich albo przepisywało od znajomych, bo kserokopiarek również nie było. Kary płatnicze nie działały, bo nie istniały. Ile kasy przywiozłeś tyle było. Brakowało na bilet do domu to trzeba było pożyczyć od kolegi. Drugie śniadanie to rogal popity mlekiem pod sklepem. To był jakiś Kosmos:-).

Gdy byliśmy już starszymi rocznikami wychodziliśmy z gitarami na korytarz, gdzie była nieziemska akustyka. Palce bolały od strun ale kto by na to patrzył.

Do dziś jak słyszę SDM to pierwsze skojarzenie to ten właśnie okres, drugie Bieszczady. Ale Biesy poznałem dopiero po 40tce.

Dziś niektórzy z nas mają już dorosłe dzieci, niektórzy są już na emeryturze. Dzieci nasze planują ślub, mają już swoje dzieci albo wyjechały gdzieś w Europę. Od tego czasu minęły wieki.

Przy okazji takie małe wtrącenie…Jest taka sztuczka psycholigiczna oszukująca mózg, a dokładniej uczucia. Zamknij oczy i wyobraź sobie miejsce i czas , które przyjemnie ci się kojarzą. Może łąkę, las albo wakacje nad morzem, wyprawę harcerską a może wyprawę w góry. Przenieś się mentalnie w ten czas i miejsce, poczuj zapach trawy, szum tego morza, szmer połonin.

Możesz wyobrazić sobie internat, jeśli w nim byłeś i przypomnieć jak grałeś na gitarze, lub coś w tym stylu. Powinny to być skojarzenia pozytywne. Twój mózg podczas takiego ćwiczenia wytwarza wtedy takie same hormony, taką samą biochemię, jaką wytwarzał wtedy, gdy faktycznie tam i wtedy byłeś. Jedyna różnica polega na tym, że gdy otworzysz oczy, będziesz tu i teraz. Ta metoda to jeden ze sposobów na wyrwanie się z szału codzienności, z aktualnych problemów.

Oczywiście łatwo przesadzić z takim stanem i chcieć ciągle wracać do przeszłości. Bo wtedy było bezpiecznie i dobrze. A teraz? jak jest teraz?

Zatem rób to z rozwagą i umiarem bo wygenerowanymi wspomnieniami można zamęczyć znajomych, dzieci, rodzinę. Tym młodszym powiem przy okazji, że przy dobrych wiatrach za 30 lat będą dokładnie w takiej samej sytuacji, jak ich rodzice, jak my. Jak ja. To może wydawać się teraz abstrakcją, bo dziś to nie wiadomo co będzie za rok, a gdzie 30 lat do przodu?? Ja sam jak pomyślę co będzie np. 5 lat do przodu to często nie potrafię powiedzieć. Bo to co ja bym chciał, a to jak będzie, to niejednokrotnie dwie różne sprawy.

Internat, o którym piszę wygląda aktualnie tak jak na zdjęciu poniżej. Zdjęcie podrzucił kolega, z którym mieszkałem tam 5 pięknych lat, z którym dalej utrzymuję kontakt. Miejsce teraz puste i martwe, kiedyś tętniło życiem i wyzwalało w nas niebywałe moce.

To dzięki tym chwilom, tym ludziom i sytuacjom jest jak jest. Setki godzin spędzonych na rozmowach i graniu, dzień w dzień. Rzeczywistość przypominała o sobie w szkole

Ul. Struga 16 w Opolu

Posłuchaj proszę np takiego utworu CPM, posłuchaj słów….

Przypomnij sobie ( a może odkryj) przy okazji piosenkę” Nasza Klasa” Kaczmarskiego albo inne kawałki, ale te stare, grupy SDM.

I pamiętaj, że to już było, a teraz jest teraz i wróć do rzeczywistości bo inaczej rzeczywistość i tak o sobie przypomni;-) Powodzenia i udanej podróży w przeszłość:-)