Od kilku lat obserwuję pewne mechanizmy społeczne, które funkcjonują w naszym codziennym życiu. Są bardzo ciekawe i niesamowicie zaraźliwe. Doskonałym medium pozwalającym na istnienie tych mechanizmów jest np. Facebook. Pozwalają one nas tak bardzo kreatywnie napędzać. Jako przykład przytoczę swoją osobę i moje doświadczenie z ostatnich kilku dni. Podkreślę, że to tylko przykład, osobiście zdarzało mi się to wielokrotnie. Ten mechanizm już mnie nie zaskakuje ale zawsze mnie interesuje.

Otóż byłem w Bieszczadach kilkanaście dni temu. Planowałem ten wyjazd od kilku miesięcy, ale nikomu nic nie mówiłem. Aktualnie wiele planów ulega kasacji lub zmianom więc lepiej pewne sprawy realizować w trybie 'last minut’. Będzie możliwość – realizuję, nie ma możliwości – robię co innego. Przyjmuje sprawy takie, jakie są.


Mój pobyt w Bieszczadzie przebiegł następująco.


Dzień 1

Środa ok 9 rano wyjazd z BB, ok 16 wyruszam z Przełęczy Wyżniej do Puchatka, schodzę ze szlaku do auta o 18tej, nocleg. Własny prowiant, herbatka w Puchatku.

Dzień 2

Śniadanie 8:00 a o 9:00 wymarsz z parkingu w Brzegach na Połoninę Caryńską. Spokojne, bardzo spokojne przejście szlaku zajmuje kolejne 4 godziny, 40 min czekania na busa, naleśnik w Chacie Wędrowca i Kawa w 13tce – kwatera, kolacja – własny prowiant.

Dzień 3

Śniadanie 8:00, wymarsz z parkingu na Przełęczy Wyżniańskiej o 10tej na Rawki, kolejne 4 godziny spokojnego marszu, znowu Chata Wędrowca i kawka w 13tce. Po wszystkim 6 godzin drogi powrotnej


Podkreślę – 2 noclegi, 3 wyjścia w góry.


Zdjęcia publikowałem przez następnych kilka dni. A ponieważ mam hyzia na punkcie Bieszczadu mógłbym to robić o wiele dłużej. Do opracowania mam jeszcze, z czego się niezmiernie cieszę, kalendarz, fotoksiążkę i film 🙂

Po co to piszę? Otóż wyobrażenie powstałe na skutek odbioru moich publikacji na facebooku mówi odbiorcy (niektórym odbiorcom), że spędziłem tam nie wiadomo jak dużo czasu, pewnie wydałem sporo na noclegi, obiadki i w ogóle to ten czas pewnie dlatego, że firma się sama kręci. Wypasiony hotel, pełne wyżywienie etc. (Za nocleg zapłaciłem 100 zł ze śniadaniem…). Aaaa. dodam jeszcze, że byłem sam. Ta informacja, że wyjechałem sam, to kolejna iskra. Czy się pokłócili, czy coś się stało, dlaczego, no ale jakże to tak, bez żony? jeszcze brakuje to sformułowania typu: co ludzie powiedzą? Kosmos:-)

Nic bardziej mylnego. Nie pokłóciliśmy się, wszystko przebiegło tak, jak miało przebiec. A może po prostu żonę mam wyrozumiałą? 😉 tzn. taką normalną. Zakończyłem pewien projekt w życiu i zrobiłem sobie sam, dla siebie odosobnienie. Nie chciałem jechać z kolegami, znajomymi tylko sam ze sobą. Pobyć na szlaku z Bieszczadem, porozmawiać z Aniołami, poczuć wiatr we włosach, które jeszcze mam, pogadać chwilę z sympatyczną gospodynią Puchatka, z zainteresowanymi rozmową przechodniami, pokontemplować życie. Nie jestem na zakręcie tylko cieszę się chwilą. A dlaczego wyjazd na ostatnią chwilę? Dlatego, że tak się pogoda ułożyła, wrzesień był cały deszczowy, było okno pogodowe, a ponieważ mogę tak posterować czasem więc … posterowałem. Nie lubię chodzić w deszczu no i nie ma widoków. Proste.

Zdjęć tak dużo i rozciągnięte w czasie – bo tak lubię. Lubię dawkować sobie wrażenia – to przyczyna pierwsza. Druga przyczyna – po powrocie są bieżące i zaległe sprawy do załatwienia więc odkłada się zdjęcia na później. Trzecia przyczyna – selekcja, obróbka i przygotowanie zdjęć to swoiste przedłużenie wrażeń. Nie jestem zainteresowany odbębnieniem wyjazdu, zaliczeniem kilometrów i bach w kierat codzienności. To miła kontynuacja. Bo czymże jest hobby i pasja jak nie wkładaniem serca w to co się robi, prawda?

Pojawia się kolejne pytanie, no bo wyobrażenia mają przecież moc? Po co publikuję w ogóle zdjęcia? No pewnie chcę się pochwalić. Takie info nawet do mnie dotarło… Nie, nie mój drogi gościu! Chcę się z tobą PODZIELIĆ swoimi wrażeniami. Podzielić, to znaczy zaprosić cię do swojego życia. Podzielić a nie pochawilć. Subtelna różnica.

Kolejna sprawa – po co to piszę? Otóż uznałem, że pewne sprawy trzeba wypowiedzieć. Intencje są po to aby je wyrażać. Tak bardzo jesteśmy w naszych głowach i tak bardzo budujemy sobie wyobrażenie o wszystkim, że czasami zapuszczamy się za głęboko. Gubimy się. Po co sobie wyobrażać? Fakty często są o wiele prostsze. Są proste. A my zamiast szukać prostej drogi, lubimy być męczennikami, snuć katastrofalne i absurdalne wizje, obgadywać tego czy tamtą. Czy mówię nieprawdę?

Oczywiście zauważam również osoby wolne od takich obciążeń. Nawet więcej – w pierwszej kolejności widzę te wolne osoby. Możliwe, że ty taki jesteś. Jak to jest z Tobą? Masz możliwość weryfikacji, możesz do mnie napisać, zadzwonić, zapytać, rozwiać wątpliwości. Ale czy to robisz czy jesteś w głowie? Możesz zagadać moją żonę aby uprawdopodobnić historię. Opcji jest wiele.

Sam nie jestem wolny od tych pułapek. Nie osiągnąłem świętości, bo nie w tych kategoriach to traktuję. Pracuję nad świadomością. Jeśli ten tekst spowoduje, że przy najbliższej okazji najdzie cię refleksja i wyjdziesz z tego błędnego koła wyobrażeń to będzie mój mały sukces, o którym pewnie nie będę wiedział. Ale to nie ma znaczenia, bo on będzie bezdyskusyjny.

Jeśli ten tekst i zdjęcia wpłyną na to, że odwiedzisz Bieszczady, to moje zadowolenie będzie kompletne.

Kończąc ten wątek, życzę ci abyś nie żył/ abyś nie żyła wyobrażeniami, tylko faktami. Szukaj dobrych stron życia. Nikt na ciebie nie czeka z motyką za rogiem aby ci przywalić 😉

I jak to mówi Agnieszka Hylińska w programie TV – poloozuj gumę w gaciach.

Albo Klaudia Pingot, w swoim rewelacyjnym programie, o roboczej nazwie – Wyciągnij kij z tyłka. Bardzo mi się to hasło podobało, choć uległo później transformacji na bardziej… hmm… eleganckie.

Szczęśliwości. 🙂

Z całą sympatią – Marek