Mówi się, że nie jest istotne co inni o tobie myślą. Ważne, że ty masz o sobie dobre zdanie i wysoką samoocenę.

Czy zgadzasz się z takim podejściem? Zastanów się jaką masz samoocenę ? Mówisz o sobie dobrze, z pozytywnym vibem, wierzysz w siebie i swoje możliwości czy raczej jesteś bardzo samokrytyczny, zagłuszony, niepewny?

Samoocena, to śliski temat. Podatny tworzeniu się uczucia pychy, narcyzmu, jaki to ja jestem niesamowity, nieomylny, doświadczony.

Znasz sytuacje, w których twój rozmówca jest tak bardzo sfokusowany na sobie, że nie słyszy, co do niego mówisz, próby zmiany tematu nic nie dają, a on by mówił, mówił i mówił. Technicznie po to, aby z siebie zrzucić jakiś ciężar, ale w praktyce bardzo często dla samego mówienia.

Tu znowu rodzi się następne, ciekawe zagadnienie, jakim jest umiejętność słuchania, słuchania bez oceniania, bycia dla innego, bycia z innym, wyrozumiałości .

Wrócę jednak do samooceny bo inspiracją do tego wpisu była pewna rozmowa.

Otóż znamy się z Robertem od szkoły średniej, to mój dobry znajomy, albo lepiej to ujmę przyjaciel. Drogi nasze na początku bardzo spójne, z biegiem czasu poszły w różnych kierunkach. I czym jesteśmy starsi, tym różnic jest więcej. Ale nie jest tak prosto. Otóż różnice są znaczące w pracy, podejściu do życia, rodziny, w układach międzyludzkich, podejściu do wielu aspektów. I można by tu się skupić na różnicach, ale to nie ma znaczenia. Nie szukamy różnic, tylko szukamy punktów stycznych, podobieństw. Nawet jeśli nasze życie toczy się wg jakiejś krzywej, sunie sobie po jakiejś trajektorii, znajdujemy punkty styczne oraz obszary, które na siebie zachodzą. Bo czymże jest taka relacja – jest pewnym konstansem w życiu, zaczepieniem, możliwością oparcia i wsparcia w każdej sytuacji. Brak umiejętności szukania podobieństw rozwalał i rozwala wiele relacji w pracy, w rodzinie nawet , jakby to nie zabrzmiało, w społecznościach, kulturach, relacjach międzynarodowych. Tak to widzę.

I choć słów krytyki się często nie szczędzi, przy odrobinie empatii i uważności, i CIERPLIWOŚCI co jakiś czas przynosi ciekawe spostrzeżenia (relacja)

Powiedziałem więc Robertowi o odosobnieniu medytacyjnym, w którym wziąłem udział. O wydarzeniu które odcisnęło mocny i trwały ślad w moim mentalnym i duchowym życiu. Opowiedziałem mu najpierw, że coś takiego jak odosobnienie będzie miało miejsce a póżniej, po zakończeniu o swoich odczuciach. Przez telefon.

Robert stwierdził, że jakoś tak sucho o tym opowiadam, że chyba jestem rozczarowany, albo zdystansowany. Zapytał czy na pewno mi się podobało? Że nie nadaję temu wydarzeniu takiego zabarwienia w stylu same ochy, achy, jak to było wspaniale, cudnie, rewelacyjnie, nie zachęcam nikogo etc. Że nie mówię czegoś w stylu: Tobie też by się przydało.

W pierwszym momencie uruchomił się we mnie mechanizm obronny , że nie tak zrozumiał to co chciałem powiedzieć.

No ale skoro tak to zrozumiał, to może to tak zabrzmiało?

Znasz takie sytuacje?

No i tak sobie rozmawialiśmy spokojnie a refleksja przyszła po zakończeniu rozmowy. Oto ona;-)

Otóż odosobnienie, możliwość medytacji prawie 8 godzin dziennie, rozmów z ludźmi o podobnych, w tym zakresie, wrażliwościach, poznawania tych ludzi, słuchania przekazu prowadzącego była niesamowita, doświadczenie wzmacniała konieczność wyłączenia telefonu i bycia off-line.

Z tym samym prowadzącym rozmawiałem kiedyś na kursie o wahadle i poziomicy. Wyobraźmy sobie wahadło naszych emocji. Impulsy wyzwalające nasze odczucia działając na to wahadło powodują jego wychylenia od centrum, od punktu stabilności, bezruchu. Czym więc silniejsze są to emocje, tym amplituda drgań jest większa. A czym dalej wahadło się wychyli, tym dłużej powraca do stabilności. I nie ma tu znaczenia polaryzacja emocji, to może być zarówno euforia jak i smutek. Wahadło się wychyli. Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Wychylone wahadło, nawet do skrajnego położenia ( np. żalu czy smutku) może potem długo się bujać, zanim wróci do równowagi, a może też wrócić bardzo szybko. W drodze powrotnej poddawane jest kolejnym i kolejnym zmianom, emocjom. I tak się buja od skrajnie pozytywnych, do skrajnie negatywnych, co jakiś czas wzmacniane bądź stabilizowane dodatkowymi bodźcami.

Nasuwa się pytanie. Co zrobić aby ustabilizować te drgania? Jest to możliwe czy nie? Co zrobić aby zmniejszyć amplitudę drgań, amplitudę emocji? Co zrobić aby przy maksymalnym wychyle, jak najszybciej wrócić do równowagi?

Nie będę tu dawał instrukcji, bo nie o to chodzi w tej refleksji, zachęcam do poszukiwań. Nawet na tej stronie znajdziesz wskazówki i inspiracje.

Chciałem odnieść się jednak do meritum tego wpisu i nakierować cię na to, co udało mi się zauważyć podczas rozmowy z Robertem.

Zatem wracając do moich wrażeń z odosobnienia… Okazało się, ze moje wahadło się ustabilizowało. Jeszcze długo po odosobnieniu w mojej przestrzeni działy się ciekawe i mocne rzeczy. Pomimo czterodniowego wyjazdu, echo wydarzeń wybrzmiewało kolejnych 5 dni i wybrzmiewa dalej. Ale mam już dystans. Okazało się to właśnie w rozmowie z Robertem, w której nie było ochów achów, bo wahadło było stabilne. Nie było zachwytów, bo pojawiła się równowaga. To było, jak wnioskuję, odczuwalne w moim głosie. Odczucie przyszło automatycznie. Automatycznie nie oznacza samo od siebie. Oznacza automatycznie w wyniku włożonej nad sobą pracy, godzin w medytacji, automatycznie w wyniku refleksji nad lekturami i pismami, automatycznie w wyniku słuchania dobrych ludzi, dobrze mówiących o życiu. Czy mogło przyjść wcześniej, z pominięciem tych dodatkowych 5-ciu dni? Może tak, może nie… Nie będę tego wiedział. To nie ma już znaczenia. Może trwało by kolejnych 25 dni? Roztrząsam to teraz, podczas pisania, nie zawracam sobie tym głowy na codzień. Jest jak jest.

Tak, wahadło moich emocji ciągle jest w ruchu, osiąga często skrajne położenia, wiem o tym. Świadomość ta, plus świadomość ulotności każdej chwili wzmacnia się odczuciem i przekonaniem, że zawsze można wrócić do punktu wyjścia. Do stabilizacji emocjonalnej. Szybko wrócić.

Na zakończenie chciałem tobie Robert, inicjatorze mojej refleksji, oraz wam wszystkim życzyć tego, aby sznurek utrzymujący wasze wahadło w punkcie równowagi jak najdłużej to wahadło utrzymał, a nie przerwał się od ciągłego bujania emocjami to tu, to tam.